poniedziałek, 10 września 2012

Manuel Göttsching "E2-E4" na Sonic Fiction - Warszawa 08.09.2012


English version below


  Nieczęsto mi się zdarza ostatnimi laty, abym mógł na żywo posłuchać w naszym kraju muzyka tak dużego formatu. Dlatego na wieść o tym, że w warszawskim Centrum Nauki Kopernik zagra legenda EM-music, Manuel Göttsching, szybciej zabiło mi serce. Ten artysta od wielu lat kształtuje moją muzyczną wrażliwość, wydając na swoich kolejnych płytach dużo wartościowej muzyki. Niezrównany kolorysta, niedościgniony twórca gitarowych pasaży, nieraz swoją muzyką wyprzedzał innych sobie współczesnych kompozytorów muzyki elektronicznej, pokazując w jakim kierunku może ona zmierzać. Dowodem na to jest chociażby omawiany dziś materiał z płyty "E2 - E4" który był treścią koncertu. "Album nagrany już w 1981, a wydany w 1984 roku, okazał się w swojej zawartości iście rewolucyjny". Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że formuła na której był oparty, sprawdza się w obecnych czasach? Widać i słychać było to, chociażby na warszawskiej scenie Festiwalu "Przemiany". Ale o tym za chwilę...

 W sobotę 8 września dotarliśmy tam z Jackiem Drążkowskim na krótko przed dwudziestą, wysłuchawszy wcześniej podczas podróży... oczywiście "E2 - E4" i "Dream & Desire" Manuela. Choć przyjechaliśmy właściwie na ostatnia chwilę, okazało się że impreza zacznie się z co najmniej półgodzinnym poślizgiem. Nie przeszkadzało to nam specjalnie. W tym samym czasie, pod Centrum podjechał Manuel ze swoją żoną, bardzo sympatyczną panią, i zamieniliśmy z nią kilka słów. Potem spotkaliśmy wytrwałego fana, blogera Marcina Melkę, który rozmawiał ze znanymi mi z internetu kolegami: Jarkiem Wiktorowiczem i Jackiem Kursą. W miłym towarzystwie tych melomanów spędziliśmy minuty pozostałe do otwarcia. Przy wejściu okazało się, że jest całkiem spore grono osób zainteresowanych spędzeniem sobotniego wieczoru na festiwalu. Być może sprzyjał temu pobliski bufet, gdzie można było zaspokoić bardziej przyziemne pragnienie? W między czasie poznałem jeszcze kilku melomanów z forum Studio Nagrań. Występ Manuela Göttschinga poprzedzał performance dwóch duetów. Zagrali Henrik Schwarz & Bugge Wesseltoft, a po nich Jacek Sienkiewicz & Maximilian Skiba. Niemiecki tandem dał rewelacyjny spektakl, pełen swobody, jazzowych inklinacji, dynamicznych akordów. Publiczność reagowała pozytywnie, żywiołowo. Ciekawostkę stanowił fakt, iż na scenie używali oni autentycznego fortepianu, który do wielu syntetycznych brzmień dokładał swoje naturalne barwy. Po dość długiej, ponad godzinnej prezentacji zachodnich artystów, ten duży, szlachetny instrument zgrabnie ofoliowano i umiejętnie przetransportowano do miejsca swego dalszego przeznaczenia. Gdy na scenę weszło dwóch polskich muzyków, niestety poszedłem poszukać siedzącego, ciepłego miejsca  w budynku, aby zebrać siły na gwiazdę wieczoru, więc z ich muzyki niewiele pamiętam.

   Na klika minut przed wejściem na deski podium, Manuel zauważył że robię kolegom trzymającym analogowy egzemplarz "E2 - E4", zdjęcia. Spontanicznie postanowił się przyłączyć do sesji pozując do fotografii. Ten bardzo miły gest, wywarł na nas duże wrażenie. Serdeczność, która pozostaje na długo w pamięci. Wreszcie nadszedł ten długo oczekiwany moment. Manuel Göttsching osobiście zapowiedział że będzie grał godzinę. Z głośników popłynęły dobrze znane sekwencje z "E2 - E4". I tu kolejna miła niespodzianka ze strony artysty. Wersja koncertowa tej muzyki, została bowiem wzbogacona o dodatkowe ścieżki, co uczyniło słuchanie atrakcyjniejszym. Towarzyszył jej spektakl wizualny kolektywu artystycznego Joshua Light Show. Według mojego kolegi Jacka, wrażliwego na tę formę artystycznego przekazu, dobrze komponował się z muzyczną treścią. W pewnym momencie Manu zaimprowizował solo na klawiaturze. Muzyka nie była więc pozbawionym niespodzianek odtworzeniem znanego materiału, a stała się ciągiem brzmień nieprzewidywalnych. Audytorium słuchaczy dało upust głośnemu zadowoleniu gdy Mistrz sięgnął po swoją gitarę.  I ja bardzo się z tego ucieszyłem, gdyż, jak to już nie raz powiedziałem, uważam że Manuel Göttsching jest najlepszym gitarzystą na świecie. I nie chodzi mi tu o rekordy w biciu szybkości grania, czy jakieś awangardowe techniki przekazu, tylko o wydobywanie z gitary maksimum emocji. Z gry na gitarze Manuel uczynił prawdziwą sztukę. W jego rękach staje się ona jakby żywym instrumentem, przekaźnikiem pełnej gamy uczuć. Gitara Manuela płacze, jak i unosi na coraz to wyższe poziomy szczęścia.  Niesamowite! Na zasadzie kontrastu dobrze współgra z monotonnym transowym rytmem podkładu. Co do siły beatu, który służył za podłoże kompozycji, to oddziaływał on na pewną część słuchaczy szczególnie intensywnie. Dało się zauważyć pląsające w jego rytmie niewiasty, a nawet pewien mężczyzna, w stanie upojenia nie tylko muzycznego, proponował publiczności po samowolnym wejściu na podium, masowy taniec. Zdziwiła mnie trochę opieszałość i pobłażliwość miejscowych ochroniarzy, a podziw wzbudziła odważna i konkretna reakcja pani Ilony, żony artysty, która bezceremonialnie ściągnęła tego człowieka z podium. Mimo takiego drobnego incydentu, koncert Manuela był pasmem niekończących się serii pięknych dźwięków, a godzina muzyki upłynęła stanowczo zbyt szybko. Gdy ucichła ostatnia nuta, muzykowi na scenę dostarczono tort, honorując w ten sposób jego 60 rocznicę urodzin. Artysta mimo dość później pory, znalazł czas i chęci na podpisywanie fanom swoich płyt, oraz pozował do wielu zdjęć. Dziękujemy bardzo! To były niezapomniane chwile, które będziemy miło wspominać.  Przed rozstaniem porozmawialiśmy jeszcze z panią Iloną, która wspomniała o kilku nowych wersjach "E2 - E4", wykorzystywanych przez męża na koncertach. Wyjechaliśmy pełni wrażeń i uczucia sytości. Już w lutym 2013, w Berlinie, nowe wydarzenie: Ash Ra Tempel will play the album "LE BERCEAU DE CRISTAL. Może  i z imprezy tej uda się skorzystać? 





 It does not happen very often that I get the chance to listen to the music of such a great artist, especially that he would play in my country. So the news that Manuel Göttsching, the legend of EM will perform in the Copernicus Science Centrum in Warsaw was very impressing. This artist has shaped my musical sensibility for many years, and I have spent a lot of time with the good music on all his albums. He's an incomparable colourist; unparalleled creator of guitar passages, and his music was not for the first time ahead of the times and of the other composers of electronic music, showing which direction it can take. The proof of these words is still discussed today: the album "E2 - E4" was the content of the show. Already recorded in 1981 and released in 1984 it’s content remains truly revolutionary. How else can one explain the fact that the formula, on which the track is based, still works at the present time? You could see and hear it at the Warsaw Festival "Przemiany/Changes". But more on that in a moment ...

On Saturday, September 8, we arrived there with Jack Drążkowski shortly before 8 o'clock pm. On the journey we had listened to … “E2 - E4” and “Dream & Desire” of course. Although we arrived virtually at the last minute, it turned out that the event would start at least half an hour late. It did not bother us really. At the same time, Manuel arrived at the centre with his wife, a very nice lady, and we exchanged a few words with her. Then we met a persistent fan, blogger Marcin Melka, who spoke with some colleagues known from the internet: Jarek Wiktorowicz and Jacek Kursa. In the good company of music lovers we spent the remaining minutes until the opening of the concert. At the entrance was a large group of people interested in spending their Saturday night at the festival. Perhaps a nearby bar, that meets the more mundane needs, favoured this? In the meantime, I met a few other music lovers from the forum Studio Nagrań. Manuel Göttsching’s performance was preceded by a performance of two duets - Henrik Schwarz & Bugge Wesseltoft, followed by Jacek Sienkiewicz & Maximilian Skiba. The German duo gave a sensational performance, full of freedom, jazz inclinations and dynamic chords. The audience responded positively and vigorously. Interesting was the fact that they staged an authentic grand piano, which gave a natural colour to the many synthetic sounds. After a fairly long, over an hour presentation of the Western artists, this large and noble instrument was neatly transported to the place of it’s further destination. When the two polish musicians entered the stage, unfortunately, I had to go to look for a warm place to sit inside the building, to gather some strength for the star of the evening. Unfortunately, only few remember their performance. A few minutes before going on stage Manuel noticed that I took some photos of colleagues who were holding copies of the vinyl of "E2 - E4". He spontaneously decided to join the session, posing for the photographs. This was a very nice gesture and made a big impression on us. His warmth will remain a lasting memory. Finally came the long-awaited moment. Manuel Göttsching personally announced that he would be playing for an hour. The well-known sequences of "E2 - E4" flowed from the speakers. And here was another nice surprise from the artist: the concert version of the music was enriched with additional tracks, making listening more attractive. His music was accompanied by a performance of The Joshua Light Show visual artist collective. According to my friend Jack, sensitive to this form of artistic expression, it was well composed with the musical content. At some point, Manu improvised solo on the keyboard. His music held many surprises in the well-known material, and held a series of unpredictable sounds. The audience expressed it’s satisfaction when the master reached for his guitar. And I was very pleased with this because, as I have already said more than once, I think Manuel is the best guitarist in the world. And I'm not talking about beating the speed record in his play, or the avant-garde techniques of communication, but the extraction of maximum emotion from the instrument. With his guitar Manuel makes art. In his hands it becomes like a living instrument, a relay of the full range of emotions. Manuel’s guitar cried and carried us to even higher levels of happiness. Awesome! It worked well with the contrasting monotonous backing rhythm. The force of the beat that serves as the basis for the composition, influenced certain parts of the audience especially powerful. I saw a woman dancing to the rhythm of the music, and a man in a state of intoxication (not just musical), who signalled the audience to dance, after the stepped up on the stage. I was a little surprised about the sluggishness and laxity of local security guards. My admiration was aroused by the courageous and concrete response of Mrs. Ilona, the artist's wife, who unceremoniously pulled the man from the stage. Despite this minor incident the concert was an endless series of beautiful sounds and music and the hour passed far too quickly. When the last note died away, Manuel Göttsching was surprised by the cake that was given to him to honour his 60th birthday. Despite the late hour, the artist found the time and willingly signed CDs for fans and posed for many photos. Thank you very much! Those were unforgettable moments that will be nice to remember. Before leaving, we talked to Mrs. Ilona, who mentioned a few new versions of "E2 - E4", used by her husband in his concerts. We left full of impressions and feelings of satiety. There will be a new event in February 2013, in Berlin, already: "Ash Ra Tempel will play the album LE BERCEAUDE CRISTAL". It might be worthwhile to go to this event!